Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiad. Pokaż wszystkie posty

18 sierpnia 2011

Antistatic Family - VJ-e w przestrzeni galerii.

Udało się nam zadać kilka szybkich pytań Antistatic Family, której prace można było zobaczyć w CSW w Toruniu i na tegorocznym Mapping Festivalu w Genewie. Na pytania odpowiada współzałożyciel kolektywu, VJ, Michał Mierzwa.



Od kiedy działa Antistatic Family i jak przebiegała Wasza droga z klubu do galerii?
Zadebiutowaliśmy jako grupa z szalonym projektem w Cafe Mięsna w Poznaniu. Był rok 2006 i Antistatic Family tworzyłem wtedy z Szymonem Stemplewskim i Marceliną Wellmer - VJ Morrą. Każde z nas miało już wtedy doświadczenia w kręgu sztuki i VJ-ing był dla nas zawsze jedną z jej postaci. Myśleliśmy nie tylko o formie, ale również o eksperymencie z różnymi typami mediów analogowych i cyfrowych, bawiliśmy się semiotyką, znaczeniem obrazu. To nam zostało do dzisiaj. Oprócz wizualizacji, VJ Morra zajmuje się malarstwem i instalacjami video. Ja zajmuję się animacją, motion graphics i projektowaniem graficznym, jednak są to dziedziny, które również można traktować jako pole eksperymentu, zastanowienia się nad obrazem, jego przekazem. Myślę, że to podejście trzymało nas zawsze blisko galerii. W klubie odbiór wizualizacji jest zakłócony, bo nie są powodem dla którego ludzie przychodzą do klubu. Budowanie setów audiowizualnych przeznaczonych dla widowni skupionej od początku do końca na każdym elemencie, to duża trudność i odpowiedzialność, ale i ogromna satysfakcja.

Opisz w kilku słowach projekt z CSW wToruniu? Jak to się stało, że Antistatic Family zostało zaproszone do zaprezentowania tam swoich prac?
Dla CSW w Toruniu stworzyłem dwa live acty. Za zaproszeniami do obu projektów stoi postać Krzysztofa Białowicza, kuratora w CSW, z którym świetnie się zgadzamy w kwestii potencjału tworzenia wizualizacji w czasie rzeczywistym do muzyki na żywo. Obaj również zdajemy sobie sprawę z potrzeby promocji tego zjawiska, oraz z faktu, że jeśli umożliwi się wizualizacjom dotarcie do skupionego odbiorcy, to mają szanse powstać bardzo silne widowiska.

Pierwszy projekt stworzyłem wraz z An On Bast dla festiwalu plakatu i typografii Plaster, w związku z czym motywem przewodnim była typografia. Drugi powstał wraz z Piotrem Bejnarem dla festiwalu Pole Widzenia / Pole Słyszenia i ze względu na obchody Roku Chopinowskiego, punktem wyjścia była muzyka właśnie tego kompozytora. Wyszliśmy z Piotrem od idei polskiego krajobrazu, który najbardziej kojarzył nam się z muzyką Chopina. To był jednak tylko punkt wyjścia, bo finalnie krajobraz stał się dużo bardziej graficzny  i przyjął nazwę "Graphical Landscapes".


Gdzie wolisz występować - w klubie czy galerii? Co różni te dwa miejsca w odbiorze VJ-ingu i w Twoich przygotowaniach do występu?
To dwie zupełnie odmienne sytuacje i nie da się odpowiedzieć jednoznacznie. W klubie obraz jest zepchnięty na dalszy plan, jednak samo tworzenie wizualizacji na żywo w klubie to dobra zabawa i fajne doświadczenie kontaktu z rozbawionym tłumem. Świetna jest również improwizacja - dłubanie w tonach klipów, żeby wstrzelić się w klimat i tempo muzyki z tym właściwym. Występ w galerii to miesiące przygotowań, ograniczenie improwizacji do minimum, próby z muzykiem, jednak spora presja i brak miejsca na błędy.

Czy VJ-ing jest dla Ciebie etapem przejściowym w rozwoju? Czy traktujesz go jako formę artystyczną?
Dla mnie VJ-ing jest po prostu częścią całej mojej działalności jako artysty wizualnego. Jest jednym z mediów, w których się poruszam. Przyznaję, że bardzo ważnym i myślę, że tak pozostanie. Wizualizacje do muzyki to niekończące się źródło doświadczeń.

Antistatic Family działa od kilku lat w Polsce i zagranicą - czy widzicie zmiany w świecie VJ-ingu? W którą stronę idzie i czy ma dla Ciebie status sztuki?
Zmiany widać cały czas. Kiedy zaczynałem w roku 2004, VJ-ów była garstka, środki były ograniczone i miało to atmosferę bezkrytycznych poszukiwań, wszystkie chwyty były dozwolone, bo wiadomo było, że ta dziedzina dopiero startuje. Na przestrzeni lat bardzo rozwinęły się możliwości i dostęp do nich. Ten dostęp do sprzętu i bardzo prostego w obsłudze oprogramowania doprowadził do bardzo niedobrej sytuacji, a mianowicie do tego, że wizualizacjami zajmować się może każdy, również ten, kto o budowie obrazu, szacunku do obrazu, przekazu czy typografii nie wie nic. Co gorsze, odbiorcy w dużej mierze nie potrafią weryfikować jakości wizualizacji, bo zwyczajnie zobojętnieli przez ciągły kontakt z przypadkowymi wizualizacjami do przypadkowej muzyki. Bardzo często kluby, czy festiwale zatrudniają ekipę od nagłośnienia i świateł, która również ma w ofercie wizualizacje. Wtedy autorem obrazów i osobą, która je emituje jest na przykład człowiek sterujący światłami i laserami. Może to robić każdy i każdy to robi, często w sposób nieprzemyślany, stąd u mnie głód zamkniętych, dopracowanych od A do Z live actów. To czy wizualizacje mają status sztuki czy nie, zależy od jej twórcy. Jeśli są tworzone mechanicznie, bo organizator wie, że coś tam powinno mrygać, to ze sztuką nie ma nic wspólnego. Wizualizacje tworzone przez artystę wizualnego posiadającego pomysł na to co robi to sztuka.

DZIĘKUJĘ!

19 lipca 2011

Polski zwycięzca bitwy VJ Torna

Światło przeplata się przez całą historię sztuki, jednak dziś, dzięki nowym technologiom, nabiera nowych form i staje się podstawą wielkich instalacji, projekcji i performenców. Wszystko to za sprawą VJów, którzy ze sfery klubowej wnikają w nowe przestrzenie, podejmując dialog z artystami działającymi w innych obszarach twórczych. Na świecie pojawia się coraz więcej takich spotkań jak Live Performerce Meeting, Mapping Festival czy polski VideoZone, gdzie dochodzi do wymiany pomiędzy VJami, muzykami, kuratorami. Tam również VJe sprawdzają swoje umiejętności i dzielą się nabytą wiedzą i doświadczeniem. Tuż przed kolejnym takim wydarzeniem - LPM w Mińsku, rozmawiamy z Radosławem Janickim, VJ Luminatorem - zwycięzcą bitwy na Video Zone, a także międzyanrodowego VJ Torna podczas LPM Rome.




(photo LPM)


Wygrałeś polską bitwę VJską na Video Zone w 2009, a teraz międzynarodową - VJ Torna, podczas rzymskiej edycji festiwalu Live Performers Meeting. Niektórzy VJe nie decydują się na udziału w takich konkursach, negując jakąkolwiek rywalizację. Czym dla Ciebie są bitwy VJskie? 

Rywalizację mam we krwi i sprawdzenie się z osobami po fachu ( bo nie można nazwać ich konkurencją ) zawsze mnie kusiło. Oczywista jest ocena jakości setów VJskich i porównywanie ich na bieżąco przez specjalistów. Ludzie, którzy się tym zajmują, dostrzegają drobne niuanse, ostatecznie decydujące o werdykcie. Podczas VJ Torna w Rzymie, miedzynarodowe jury zdecydowało, że spośród wybranych zgłoszeń i przybyłych na festiwal Vjów, moje sety zasługują na wyróżnienie. Bitwy są sprawdzianem umiejętności w najbardziej adekwatnym porównaniu, czyli przeciwko drugiej osobie. Na równych zasadach każdy z uczestników prezentuje swoją wizję postrzegania muzyki. I to jest to, co według mnie na pierwszy rzut oka wyróżnia dobrą VJkę od złej - wrażliwość na muzykę.

Jak wygrać bitwę VJską?
Tydzień przed wyjazdem do Rzymu spaliła się płyta główna w moim mac-u. Musiałem pożyczyć sprzęt od znajomego. Na wyjazd zbieraliśmy się w 8 osobową ekipą, jednak z dnia na dzień wszyscy zrezygnowali. Musiałem jechać sam z Wrocławia. W dniu wyjazdu, 6 godzin przed odlotem, straż miejska odholowała mi samochód, którym miałem jechać na lotnisko. Sprawnie załatwiłem formalności z przymusowym parkingiem. Na miejscu okazało się, że mój kontroler midi uległ uszkodzeniu podczas transportu. Do każdego kolejnego występu pożyczałem sprzęt od innej osoby. "Wywalczyłem" całe eliminacje i zwyciężyłem. Jak widać, aby wygrać bitwę VJ-ską potrzebna jest determinacja nie tylko podczas samej potyczki, ale od początku przygody z obrazem aż do samego końca. Jak w każdej dyscyplinie trzeba wyrzeczeń i konsekwencji, lecz przede wszystkim miłości do swojego zajęcia.

Czy zbierasz już owoce tego sukcesu w Rzymie? Co on oznacza dla Ciebie?
Na chwilę obecną prestiż jest najcenniejszym wyróżnianiem. Istotną kwestią jest świadomość, iż włożona praca po raz kolejny zaowocowała. To wyróżnienie jest dodatkową motywacja by podnosić poprzeczkę. To także potwierdzenie, że droga którą obrałem okazała się słuszna. Jako nagrodę dostałem oprogramowanie, które ułatwi mi realizację kolejnego projektu związanego ze stage mapingiem.

Jak oceniasz polską scenę VJską? Czy przez kilka lat Twojego świecenia zauważyłeś jakieś nowe tendencje w tej formie ekspresji? Co u Ciebie ewoluowało?
Polacy godnie reprezentowali swój kraj za granicą. Uważam, że nie odbiegamy od reszty Europy, czy patrząc dalej - świata. Oczywiście jak wszędzie są lepsi i gorsi artyści, jednak narodowość nie jest żądnym wyznacznikiem. Z roku na rok sztuka Vjska ewokuje. Spowodowane jest to naturalnym postępem technologicznym. Nowe oprogramowania, szybsze komputery, nowe formy prezentacji ( projektory, ekrany LED). VJe są coraz bardziej świadomi swojej działki i coraz popularniejsze stają się poszukiwania nowych rozwiązań, mieszanie technik, stylów, tworzenie prezentacji pod określoną ideologię. Z czasem wzrastała wrażliwość i szacunek do obrazu ruchomego. Sample sprzed 6 lat zdecydowanie różnią się od tych tworzonych dzisiaj. Lata prób i degustacji wizualnej sprawiły, iż wytworzył się kolejny zmysł odpowiadający za dobry smak prezentacji. Mogę to porównać do synestezji, w której szepczę, mówię, krzyczę, za pomocą obrazu ruchomego.

Większość kojarzy VJing z kultura klubową. Jak Ty to widzisz?
Oczywiście najwięcej VJingu jest w klubach. Ponad 90% swoich występów prezentowałem podczas imprez muzycznych, dyskotek i festiwali. Jednak są odstępstwa od reguły. Miałem epizody VJskie z chórem w kościele, na imprezach weselnych , wernisażach sztuki i bankietach firmowych. Aktualnie w zespole pracujemy nad ofertą aranżacji wizualnej oraz mappingiem do jednego z warszawskich teatrów. Jak widać, miksowanie obrazu można zastosować praktycznie w każdej dziedzinie.

Bardzo modny jest teraz video mapping. Wiem, że Ty również pracujesz nad takimi projekcjami. Czy różnią się one od „normalnego” VJingu? Jak oceniasz poziom polskiego mappingu? 
Postęp technologiczny umożliwia nam obecnie prezentację animacji na dużych płaszczyznach. Tego typy realizację są bardzo czasochłonne i potrzebna jest współpraca kilku specjalistów z różnych dziedzin. Rzeczywiście miałem kilka realizacji większych i mniejszych z idealnym dopasowaniem architektury bryły do tematyki animacji. Aktualnie współpracuję z Kickbeat w tworzeniu animacji na przestrzenny ekran zbudowany z modułów. Łatwy w transporcie, z możliwością rozbudowania, bądź przebudowania sprawia iż jest patentem wyjątkowym. 
Widziałem sporo realizacji mapingów z kraju i zagranicy, i tutaj również muszę przyznać, iż z dumą „podnosimy rękawicę” rzuconą w naszą stronę. Od poprawnie grafinach interaktywnych gier na poznańskiej kamienicy zrealizowaną przez 512 do pełnego 3D z animacją postaci ( w tym wypadku smoka ) na Wawelu przez Visalsupport.


W jaki sposób przygotowujesz swoje występy? Jesteś zwolennikiem tworzenia własnego materiału od zera czy używasz znalezionych sampli?
Eksperymentowałem i starałem się poznać wszystkie techniki realizacji sampli, od cięcia filmów, teledysków, kręcenie kamerą, tworzenie flaszowych animacji, przez animację AF, 3DMax, Maya po Quartz Composera. Nie ukrywam iż niekiedy używam gotowych modeli, tekstur czy modyfikowanych presetów efektów, aby stworzyć własną ruchomą wizję. Tak naprawdę liczy się efekt końcowy i czas jaki poświeciło się na przygotowania. Jest to ciągła walka między ilością a jakością. Z doświadczenia wiem, iż rzeczy proste i klarowne są lepiej odbierane przez widza niż przekombinowane efekciarstwo. Po zgromadzeniu sampli wybieram pasujące do siebie i, w zależności od słyszanych dźwięków, w odpowiednich proporcjach dawkuję je widzom. 

Z nasz jakieś przykłady problemów związanych z używaniem przez VJów kradzionego materiału?
Parę lat temu była dyskusja na forum tripzone.pl, przywłaszczenia seta VJskiego przez osobę, która go nie wykonała. Były również kradzieże laptopów wraz z drogocenną zawartością, a następnie w innym mieście prezentacja nie swoich sampli. Tego typu zabiegi są niemoralne i negowane w naszym środowisku. W sieci jest naprawdę sporo płatnych i darmowych loopów, możliwe jest również wykorzystywanie teledysków czy cięcia filmów. Ostatnio sam coraz częściej korzystam z tego typu rozwiązania na rzecz większej różnorodności. Tłumaczę to faktem, iż naprawdę ciężko zaciekawić widza przez osiem godzin, animacjami, które się zrobiło własnoręcznie od początku do końca, zwłaszcza kiedy świeci się w jednym miejscu 3-4 razy w tygodniu. Tego typu materiał, choć nie do końca autorski, umiejętnie zmiksowany nabiera sporo wartości estetycznych.

W jakiej relacji jest muzyka i VJing? Czy Twoje wizualizacje są jakoś na stałe skojarzone z jednym rodzajem dźwięków? Na ile VJ musi być elastyczny?
VJ jest tak naprawdę częścią zespołu, tak samo jako Dj, MC, wokalista, oświetleniowiec, czy artyści datkowi, saksofonista, perkusista, bębniarz, gitarzysta, itp. Należy równym torem podążać za muzyką i w momencie uciszenia zwolnić obraz, a gdy tempo wzrasta, odpowiednio przyśpieszyć akację na ekranie. Tak naprawdę musimy żyć w pełnej symbiozie i błyskawicznie reagować na zmieniającą się muzykę.
Wychowałem się w Drodze do Mekki przy dnb i breakbeat. Współpracowałem z ekipą Audio-City z muzyką techno i Acid techno. Z My Haead is Duby świeciłem przy dubstepach. Aktualnie jestem rezydentem w klubie Eter we Wrocławiu, gdzie króluje muzyka house i rnb. Współorganizuję imprezy kickbeat, gdzie sączy się z głośników przyjemny dla ucha minimal. Jak wcześniej wspomniałem, miałem poboczne epizody z przedstawieniami teatralnymi oraz mniejszymi kapelami rockowymi. Odpowiadając na to pytanie, chciałbym użyć porównania: tak samo jak dobra modelka musi wyglądać dobrze zarówno w stroju kąpielowym, futrze, stroju sportowym czy seksownej sukni balowej, tak samo dobry VJ powinien odnaleźć się w każdym z gatunków muzycznych.

Czy we Wrocławiu jest scena VJska? Opowiedz coś o niej.
Współorganizowałem festiwale, na które zapraszałem osoby do wspólnej degustacji wizualnej. Były plany, aby stworzyć grupę VJską. Problem był w tym, iż mieliśmy samych filmowców, grafików, motion designerów a nikogo, kto mógłby się zająć tym formalnie. Ograniczeni byliśmy również kosztami, które wiążą się z profesjonalną realizacją audio-video. Teraz dzięki stowarzyszeniu Impulse of Tunes wspólnie będziemy się starali, aby Wrocław słusznie był postrzegany jako Europejska Stolica Kultury 2016. Również w kwestii wizualizacji i video artu.

Co dalej? Z VJingiem w ogóle? Dokąd pójdzie?A jakie masz plany na swoje „świecenie”?
Patrząc na postęp i ewolucję, przewiduję przyszłość VJingu w ruchomym, bądź interaktywnym stage mappingu, oraz w coraz powszechniejszym zastosowaniu hologramów. Ciekawostką mogą być prezentacje stereoskopowe. Osobiście będę starał się ciągle udoskonalać warsztat. By za parę lat stworzyć technicznie perfekcyjny prezentowany na żywo, poprawnie koncepcyjnie VJ set, która na zawsze zostanie zarejestrowana przez odbiorcę.

Dziękuję!
Również dziękuję i niech obraz będzie z Tobą!

2 czerwca 2011

AntiVJ na Live Performers Meeting w Rzymie

Tegoroczna edycja Live Performers Meeting prezentuje się w dwóch odsłonach. Pierwsza, rzymska, odbyła się w dniach 19-22 maja, kolejna mińska - będzie miała miejsce na jesieni. Piszę o tym już w pierwszym zdaniu, bo ciekawi mnie bardzo, jak ta mała przerwa wpłynie na rozwój środowiska i projektów artystycznych, bo widziałam, co się działo w Rzymie i jak uczestnicy wymieniali się pomysłami, nawiązywali kolejne współprace i inspirowali się nawzajem do ciekawych projektów AV. Sprzężenie zwrotne przeniesie się w kolejnych odsłonach LPM. Polecam każdemu twórcy, interesującemu się sztuką AV w czasie rzeczywistym, udział w takim wydarzeniu. Jest to miejsce, w którym nie tylko można zaprezentować swoją działalność artystyczną, ale przede wszystkim - wejść dzięki niej w dialog z innymi twórcami czy kuratorami. LPM to platforma rozwoju artystów AV, inaczej funkcjonująca niż np. Mapping Festival w Genewie. Na LPM chodzi głównie o dialog, wymianę i nowe konekcje między artystami z całego świata. Z drugiej strony, dobór prezentowanych prac ma na celu wyłowienie niszowych działań, które ukazują ścieżki rozwoju i tendencje w sztuce audiowizualnej (gdzie współczynnik "real time" jest jej wyznacznikiem).

Pisanie podsumowania tego Meetingu, zaczynam dopiero teraz, kiedy w głowie osiadły mi niektóre wydestylowane pomysły. Wracam do rozmów z uczestnikami LPM, by zapytać o coś więcej, a tu powoli wrzucam materiał, który się nabudowują.

Na kształt tej edycji LPM wpływa bardzo mocno pomysł zaproszenia do współpracy kuratorów z całego świata i podzielenie projektów wg przewodnich tematów:
RE-ENCODE - kuratorka Andrea Sztojánovits aka Nano(HU)
VIDENTITY - kurator Francesco Macarone Palmieri aka Warbear(IT)
CINEMATIC DERIVES - kurator Laurent Carlier (FR)
SENSIBLE DATA - kuratorzy Salvatore Iaconesi, Arturo Di Corinto (IT)
URBAN ART MEDIA DRIFTS - kurator Claudio Musso (IT)
VIDEO MAPPING - kurator Miguel Gozalbo - Telenoika (ES)
3D-STEREOSCOPIC - kurator Joanie Lemercier aka Crustea  (FR)

Joanie Lemercier to założyciel grupy AntiVJ, na LPM odpowiedzialny za część 3D - Sterescopic, czyli za to, co w samym VJingu mamy od niedawna, dzięki zmieniającym się technologiom i innowacyjnym programistom (nie znam zbyt wielu VJów wykorzystujących analogową stereoskopię, więc piszę tu o tej digitalnej, jako o nowej koncepcji dla rozwoju VJingu, poszukiwaniu nowych środków wyrazu dla AVingu).
Można śmiało nazwać AntiVJów jedną z najważniejszych grup artystycznych zajmujących się VJingiem, badających sztukę światła, nową kinetyczną sztukę i jej wpływ na naszą percepcję. Prezentują innowacyjne myślenie, rozbudowują sztukę VJingu w nowych formach takich jak stage design czy mapping. Grupa pracuje właśnie m.in. nad własnym oprogramowaniem do mappingu, renderującym obiekty 3D w czasie rzeczywistym, a to wszystko dzięki współpracy z najlepszymi programistami, którzy potrafią o przyspieszyć ten długi proces, dzięki m.in. własnym pluginom, o… 4000% :) Może trudno w to uwierzyć, ale to właśnie zaczyna się dziać - granice procesu rendringu przesuwane są przez programistów pracujących dla artystów do projektów twórczych. Wiadomo, że część wkładu w tworzenie w czasie rzeczywistym zależy od mocy obliczeniowej samych komputerów, ale trzeba umieć ją wykorzystać, a część dostępnych programów nie potrafi (świadomie). Dlatego tak ważne dla rozwoju sztuki VJingu są sieci artystyczne, hackerskie, pracujące na open source'owych programach, rozbudowujące je, ulepszające samodzielnie przez otwartą grupę.

Prezentuję tu krótką rozmowę z Joaniem podczas LPM w Rzymie.




23 marca 2010

people doing strange things with electricity -rozmowa z Ioann Marią (vj Deftoo)




>Artificial rat - soldering motor shield



>AV performance magnifik animalaz.projekt, Live Performers Meeting 2009, Brancaleone, Rzym



Od zawsze kręciła ją elektronika, tak bardzo, że dziś skręca swojego pierwszego inteligentnego szczuro-robota. Artificial Rat będzie zapisem wielomiesięcznych poszukiwań i wymiany myśli z dorkbot alba - grupą zapalenców układów scalonych i prądu. Technologia biofeedback, jej najnowsza fascynacja, zwizualizuje emocje, jakie wywoła dialog dwóch inteligencji: sztucznej z ludzką. To czasochonne, ale stanie się wkrótce bazą do kolejnego multimedialnego real time performancu.
A ona wyrasta stąd właśnie – wizualnych działań w czasie rzeczywistym, vjskiej pracy nad obrazem. Dziś studiuje dwa kierunki: Game Development na Uniwersytecie Gotland w Szwecji, i drugi - Higher Mathematics w Edynburgu, gdzie teraz mieszka. Od września łączy to w jedno, jej najbliższe - Computer Science with Artificial Intelligence. A ponieważ ma jeszcze trochę czasu i energii, w związku z projektami instalacji interaktywnej, konstruuje DIY aparaty technologii biofeedback, mierzące zmiany stanów fizjologicznych człowieka (m.in. Heart Rate Monitor), pomaga w rozwoju vjtelevision.com, pracuje nad warsztatami Pure Data dla uniwersytetów, kolejną edycją Live Performers Meeting (LPM), a także następnym scenariuszem, do realizacji którego przyczyni się bez wątpienia ubiegłoroczna nagroda, dla jej filmu „Ferment“, na kultowym już Alternative Film/Video Festival w Belgradzie. …ufff, I to wciąż nie wszystko. Jednak, jak sama przyznaje, to multum działań, nowe inspiracje, matematyka – sprawiają, że jej twórczość i życie, nie jest constans.



W odpowiedzi na mojego maila „Co u Ciebie?“, wymieniłaś tyle aktywności, aż trudno był mi to wszystko uporządkować i zrozumieć. To wygenerowało sporo pytań, punktów zahaczenia do rozmowy, tak że zgubiłam się w nich. Jak sama odnajdujesz się w narastającym gąszczu zajęć, planów, połączeń i kabli?

ioann maria:
Ale właśnie to jest to: wszystko się ze sobą cudownie przeplata. Czasami tylko, zastanawiam się, czy nie wzięłam na siebie za dużo?
Z moim background w multimediach, nawet nie aż tak długim, ale bardzo intensywnym, zaczęłam czuć niedosyt. Wszystko, czym się teraz zajmuję, jest tym, co chciałam by przy mnie zostało. Pojawiały się nowe pomysły, jedyne co mnie powstrzymywało, to brak specyficznej wiedzy. Chciałam w to zainwestować, stąd studia. Pierwszy krok – wydział Game Development Gotland University, gdzie dopracowuję swoje umiejętności artystyczne w digital media. Jestem bliżej tego, o co mi chodzi, ale niepokojący niedosyt wcale nie znika. I zupełnie nagle zaczęło się budzić we mnie to drugie – matematyczne ssanie. Ta dziedzina stała się ekscytującym odkryciem, otwierającym zupełnie nowe widzenie na sztukę, muzykę… całość. To mnie odmieniło, dało kierunek, buduje mapę połączeń.

Na czym polega ta przemiana?

ioann maria:
Widzisz, myślę, że to nie jest kwestia wpływu matematyki na samo moje widzenie sztuki. To jest... uczucie. Liczby to harmonia i przez nie możemy zrozumieć całość. Leżą u źrodła - to jest niesamowite, spójne i jedne. Nie musisz być matematykiem, by to powiedzieć. Poznając liczby i prawa, które nimi rządzą, zaczynasz widzieć w nich tę zgodność, przez to, czuć je. Natomiast zupełnie praktycznie, matematyka strasznie pomaga mi przy podstawowym programowaniu. Uczysz się tego języka, by nim porozumiewać się z maszyną, ale mając to czucie matematyczne, potrafisz sobie wszystko wyobrazić, a to zmienia postać rzeczy, np. dźwięk, to zbiór funkcji i sekwencji. Kiedy robię coś z muzyką, to ja dźwięk zaczynam widzieć, rozumiesz? Nie chcę brzmieć, jak ktoś nawiedzony, ale to jest całość rozumienia. I naturalnie fundament dla progresu technologii.

Kiedyś pewien artysta powiedział mi, że vjs nie będzie umiał w pełni się wyrazić, nie umiejąc programować. Czy widzisz w tym coś z własnych doświadczeń? Ma to wpływ na wartość artystyczną?

ioann maria: Czasami o tym myślę: znajomość technologii, możliwość wyrażenia się przez nią - a sztuka. To jest super, gdy idzie w parze, ogromny respekt. Natomiast nie często tak się zdarza. Częściej, któraś strona kuleje. Bardzo doceniam ludzi, którzy próbują, szukają, ale tak samo nie mogłabym powiedzieć - ty nie umiesz programować, twoje nowe media, to żart. Każdy ma swoje metody wyrażania się i należy to szanować. Nikt nie powinien wymagać programowania od vja. To jest po prostu inny stopień działań. Ale, jak wcześniej powiedziałam, słabo jest czuć się skrępowanym w działaniu, tylko przez brak wiedzy. Dlaczego mam się ograniczać do programu vjskiego, który kosztuje mnie 200 euro, gdy tak naprawdę potrzebuję czegoś innego, niż to, co on mi on oferuje, zwłaszcza mając u boku darmowe, bądź OSS oprogramowanie, takie jak PureData czy Processing, w których możliwosci są nieograniczone?
Natomiast ja programowania nie wykorzystywałam do vjingu. Jak już je odnalazłam, to przeniosłam na projekty czy performance audiowizualny.

A zamierzasz kiedyś połączyć programowanie z vjingiem?

ioann maria:
Być może! Jako jakiś mini relaksacyjny projekt (uśmiech).

Czyli jest ciężko w świecie nowych mediów - dużo pracy, aby zbudować to, co się chce?


ioann maria:
Niekoniecznie ciężko, to zależy. Najlepsza metoda to taka, że wchodzi się w projekty kolaboracyjne. Wiesz, czego potrzebujesz, wiesz, w czym jesteś naj, a czego ci brakuje. Wtedy kompletujesz grupę zainteresowanych i tworzycie. Brainstorming. Sprawniejsze działanie i zaskakujace efekty.

Tak było w projekcie, który przygotowałaś ze szwedzką artystką polskiego pochodzenia, Iwoną Hrynczenko? Opowiedź o tym więcej.


ioann maria: Iwona pracuje nad długoterminowym projektem Mapping Motion na Phd of
Screen Dance (Media Arts & Imaging, Uniwersytet Dundee). Projekt skoncentrowany jest na kontekście tańca, choreografii, real time performance; poszukujący systemu wizualizacji, reakcji emocjonalnych człowieka wyrażanych poprzez fizyczny ruch. Razem z Marco Donnarumma zostaliśmy zaproszeni do współpracy przy jednej z części projektu Shadow dance. Rozpracowaliśmy aplikację zbudowaną w PureData dla interaktywnej instalacji z użyciem technologii motion capture. Instalacja została wystawiona na Dundee Master Show we wrześniu ubiegłego roku. Planujemy współpracę w tej samej ekipie nad kolejnymi częściami projektu.


Projekt vjtelevision to również takie koloborocyjne działanie. Kiedy się zaczęło i co ma na celu? Czy ta platforma jest adresowany tylko do vjów?

ioann maria: VJ television to super świeży projekt i dopiero co oficjalnie otwarty! Jest pierwszym jak dotąd vj kanałem z video na żywo, non stop. Cała zawartość telewizji, od vj set'ow przez performance audiowizualny, po dokumenty, wywiady, warsztaty stricte powiazane z tematem live video i vjingiem, to dorobek naszej społeczności FLxER.net. Wiele materiałów zostało nagranych podczas siedmiu dotychczasowych edycji Live Performers Meeting. Projekt ma oczywiście propagować live video i sprowokować szersze zainteresowanie tematem, więc wiele osób może tam znaleźć dla siebie inspiracje. Wszystko działa zaledwie kilka dni. Strasznie się na to cieszę, bo plany vj television szły po cichu już od dawna.

To wygląda bardzo ciekawie. Sama szukałam takiego źródła/bazy danych o vjingu i innych działaniach real time.

ioann maria: Właśnie, tu masz wszystko na jednym kanale. Świetna sprawa, bo ludzie, nawet niezwiązani z tematem, mogą poczuć ideę. My teraz będziemy regularnie poszerzać bibliotekę dostępnych materiałów o co ciekawszy konkent.

A to będzie miało wpływ na rozwój tej sztuki… A czym jest społeczność FLxER, co bada i jak Ty jesteś z nią związana?

ioann maria: FLxER.net to digital creative collective, który powstał w 2001 w Rzymie i miał w założeniu przekazywać idee artystycznego wyrażania się przez komputer i video. Wtedy to był naprawdę świeży temat. Aby umożliwić działanie, z tej idei powstał potem darmowy interaktywny software FLxER, do miksowania treści multimedialnych, video i audio na żywo, oparty na technologii Adobe Flash. Taki flashowy mikser vjski. Do społeczności może dołączyć każdy, a wewnątrz zachodzi ogromna wymiana materiałów vjskich. Rejestrujesz się na stronie i możesz wymieniać footage z ludźmi z całego świata. Ponad 4000 użytkowników działających z animacją i video. To fenomen!

Niesamowite. Taka idea, podobna do share.global (społeczność organizująca na całym świecie, darmowe jamy audiowizualne ze streamingiem do sieci), ale w innym wymiarze.


ioann maria: Właśnie tak. Razem z formacją FLxER powstała idea stworzenia międzynarodowego, cyklicznego spotkania live video performerów, artystów wizualnych i vjów z całego świata, gdzie będą wymieniać wiedzę, uczestniczyć w warsztatach i prezentacjach najnowszych technologii. Stąd LPM mający promować tę ideę w nowym wymiarze.

I to tam się zaczęło? Twój vjing?


ioann maria: Vjing zaczęłam w Polsce. Natomiast LPM, to był dla mnie totalny boom. Pojechałam tam pierwszy raz z vj set. Poznałam Gianlucę, Marco i resztę ludzi z FLxER team, z którymi teraz pracuję. Okazało się, że świetnie się rozumiemy. Wymiana idei, to było coś, czego nie było dla mnie w Polsce. Z nikim na tym polu nie miałam takiej interakcji i tylu pomysłów. Współpraca przyszła naturalnie. Potem zaprosili mnie do organizacji kolejnych edycji LPM.

Nie znam żadnej dziewczyny, która tak wnikałaby w temat. Sporo jak na jedną głowę. Co decyduje o tym, że tak mało kobiet wnika w świat nowych mediów?

ioann maria: Kobiety mają inne podejście do sztuki w ogóle, także tej cyfrowej. Są bardziej poetyckie, często wyrażają się intensywniej emocjonalnie. Poza tym, że estetycznie radzą sobie świetnie, to mają nieraz braki techniczne.
To mit, że kobiet nie ma w nowych mediach. Jest ich coraz więcej artystycznie, natomiast mniej w technologiach. Może brakuje wytrwałości.

Czasami dobrze jest podzielić się swoimi doświadczeniami i zainteresowaniami. Trudno znaleźć artystów do dialogu w kwestii nowych mediów? Jak to wygląda w Polsce a jak zagranicą?


ioann maria: Znam niewiele osób w Polsce, z którymi rozmawiam o moich projektach, pomysłach, czy takich, które byłyby tym zainteresowane. Większą wymianę niż z artystami mam z programistami, i to z nimi jestem od czasu do czasu w kontakcie. Na jakimś poziomie lepiej rozumieją temat i są znacznie bardziej otwarci na wymianę, czystą zajawkę, bez tej dziwnej presji artystycznej konkurencji.
We wrześniu ubiegłego roku dołączyłam do dorkbot alba: people doing strange things with electricity. Co dwa tygodnie mamy spotkania, na których realizujemy najróżniejsze projekty DIY. Pomysł rodzi się w głowie, potem piszę do chłopaków na mailing list: robię robota-szczura, będzie tak i tak, potrzebuję tego a tego, ale nie wiem, jak się zabrać za to, czy tamto. Oni zaraz są, nadajemy rozwiązaniami i wybieramy, co pasuje, jest najbardziej efektywne, tak, że dwa dni później mogę już składać pierwszy prototyp. Cieszą się z problemów do rozwiązania, tam nie ma chowania dobrych pomysłów po kieszeniach, bo jeszcze a nuż jej się uda i osiągnie sukces na bazie mojej sugestii, z czym czasem niestety spotykałam się u nas.
Poza tym, przy moich projektach nawiązałam kontakt z profesorami, na podwydziałach informatics i neuroscience. I mimo że dołącze do ich uniwersytetu dopiero za kilka miesięcy, zawsze maja czas na spotkanie, dadzą krytyczne słowo, pożyczą dobrą ksiażkę i pomogą skontaktować się z innymi specjalistami. Mi czegoś takiego bardzo brakowało.

Mnie się wydaje, że to może być czasem nawet trudniejsze znaleźć wspólny język, niż nauczyć się czegoś od podstaw?

ioann maria: Coraz częściej pracuję z innymi artystami, ale tylko na pewnych etapach, co zależy od projektu. Ludzi z tej sceny kojarzysz, znasz ich pracę i starasz się wyczuć, co może dać współpraca. Praktyczne znalezienie języka i połączenie idei w jedno, jest trudne. Jesli już, to dużo współpracuję z moim partnerem. To było dla nas znalezisko. Dopełniamy się przy projektach i oboje sobie to cenimy.

W Polsce niewiele osób zgłębia temat, mamy za mało miejsc, gdzie pokazuje się takie działania. Są festiwale, kolejne wyrastają jak grzyby po deszczu, ale są one w większości trochę ściemnione, klisza tych zagranicznych i to sprzed 5 lat. Trudno pozyskać pieniądze na rozwój. Świadomość zjawisk rośnie powoli.

ioann maria: Tak, to prawda. Ciekawe, że jeszcze 3 lata temu było pusto, a teraz, co drugi festiwal nazywa sie audiowizualny. Ja myślę jednak, że to mimo wszystko dobry znak... Wreszcie temat gdzieś trafił. Po tym boomie może wszystko się z czasem wyklaruje i będziemy mieli jakiś mocny grunt na A/V?
Nie wiem, o co chodzi. Trudno jest np. wejść z czymś z zewnątrz. Rok temu składaliśmy propozycję pierwszej polskiej edycji LPM do Urzędu Miasta Warszawy o przyznanie funduszy z UE. Wniosek został poparty przez CSW. Międzynarodowa współpraca, projekt z historią, wieloletnim doświadczeniem, rozpoznawalny w całej Europie - oferta została odrzucona. Kolejna próba w Krakowie - dłuższa historia. Ja zaraz potem na dobre wyjechałam. Odechciało mi się.

Ludziom sztuczna inteligencja nie kojarzy się ze sztuką. Jednak chyba jest trochę bliżej niej, niż nam się wydaje? To już teraźniejszość a nie przyszłość?

ioann maria:
No! Dla mnie pojęcie sztuki, przeszło wielkie przeobrażenia ostatnimi laty. Niech artyści będą badaczami, eksperymentatorami i inspiratorami, zmieniają świadomość! Basta z publicznym spowiadaniem się, twórzmy coś z rzeczywistym echem. Skoro już posiadamy tę artystyczną wrażliwość, nauczmy się z niej więcej korzystać. Wszystko zaszło na tyle daleko, że coraz trudniej jest uciec od technologii. Temat human - computer interaction, to przecież nasza codzienność. Sama mam ambiwalentne uczucia do technologii, ale to kwestia poznania. Buduję roboty po to, by poznać w co je zniszczyć. Chcę zrozumieć nowe technologie po to, by umieć sie przed nimi obronić. A dalej, wdrażam je w mój artystyczny research, bo wiem, że mam wpływ na rozwój tych narzędzi i społeczną świadomość ich eksploatacji. Sztuka, taniec, muzyka trafiają najgłębiej, to jest w nas zbyt czyste, byśmy mogli się przed tym bronić. Połączenie ich z ostatnimi technologiami i nowymi formami wyrazu, mającymi coraz silniejszy wpływ na nasze zmysły, daje nam ogromne spectrum możliwości przekazu.
To jest rdzeń dla mojego nowego projektu Artificial Rat i całej reszty tych jeszcze kiełkujących w głowie...

więcej o aktualnych projektach Ioann Marii na stronie www.ioannmaria.com

26 stycznia 2010

Z archiwum share warsaw - wywiad z VJ Neonem

Wywiad pochodzi z mojej pracy magisterskiej (luty 2008)
VJ Neon jest również autorem pracy magisterskiej o VJingu. Związany m.in. ze śląską sceną VJską.

Piszesz o VJingu. Jaki jest temat twojej pracy? W jakim kontekście rozpatrujesz VJing i dlaczego?

W swojej pracy magisterskiej piszę o wizualizacjach w bardzo szerokim zakresie, przede wszystkim staram się pokazać, że ten temat niekoniecznie musi być powiązany ze swoim najczęściej wspominanym obecnie kontekstem klubowym. Pracę podzieliłem na trzy części; w pierwszej staram się opisać całą historię od pra-pra-pra dziejów aż do dnia dzisiejszego. Staram się pokazać wszystko w jak najszerszej perspektywie i uwypuklić związek między przedstawianymi zjawiskami – bez Fischingera nie byłoby „Fantazji“ Disney‘a, bez „Fantazji“ nie było by MTV, itd. W drugiej części przedstawiam aktualny stan rzeczy, czym zajmują się VJe, z czego korzystają, jak zarabiają na życie i kim są. Tam również staram się zdefiniować język, którym posługują się VJe w sposób formalny. W ostatniej części pokusiłem się na małe proroctwo jak dziedzina będzie się rozwijała w najbliższym czasie.

Czy VJing jest/może być sztuką? Co na to wskazuje?


Trudne pytanie, bo trochę mało precyzyjne. O jaki konkretnie aspekt VJingu chodzi i o jakim rodzaju sztuki rozmawiamy? Jeżeli pytasz o tzw. „sztukę wysoką“ z cyklu schadzki w galerii przy winku, to ewidentnie nie wydaje mi się, żeby puszczanie gołych bab i wybuchów w klubach podczas imprez, na której wszyscy są najbardziej zainteresowani płcią przeciwną, kuflem piwa, tudzież stanem właśnie przeoranej narkotykami głowy, aby to miało cokolwiek wspólnego z tym wymagającym minimum skupienia w odbiorze zjawiskiem.
Jeżeli natomiast rozważymy całość wyjąwszy kontekst muzyki klubowej, oraz te galerię z Sofią w ręku, to owszem, VJing może być sztuką i chyba niejednokrotnie w historii już był – wystarczy przypomnieć Chelsea Girls Andy Warhola, które moim zdaniem była sytuacją okołoVJską. Albo pokazy spektakularne koncept-koncerty z trasy The Wall Pink Floyds.

Jesteś również VJem. Często występujesz za granicą? VJing w Polsce dopiero się rozwija. Jakie widzisz różnice, kiedy porównujesz VJing w Polsce z tym w innych miejscach na świecie?


Aktualnie mieszkam w Londynie, więc ciężko mi się ustosunkować do tego pytania. Tym niemniej przez ten czas jak mieszkałem w Polsce to zdażyło mi się przeżyć kilka mniejszych i większych imprez VJskich poza granicami. Konfrontacja z polską rzeczywistością niejednokrotnie była drastyczna. Mówi się czasem, że Polska jest 50 lat za murzynami i akurat w temacie VJ to stwierdzenie moim zdaniem jest bardzo adekwatne. Przede wszystkim to, co rzuca się w oczy na samym początku i nad czym ubolewam najbardziej, to fakt, że w Polsce brak jest jakiejkolwiek działalnośći developerskiej. Znam zaledwie dwóch Polaków, którzy eksperymentowali z pisaniem własnego oprogramowania. Jeden aktualnie mieszka w Londynie i jest wzorowym yuppie branży IT, a drugi jak ostatnio się dowiedziałem pisze programy obsługujące systemy bankowe. Generalnie do naszego narodowego skarbca kultury definitywnie nie możemy zaliczyć absolutnie żadnej innowacji VJskiej.
Co sie z tym wiąże to fakt, że mało kto wychodzi poza utartą ścieżkę działania pt. „laptop + resolume + kontroler midi + klipy pościągane z netu“. Jest pewna grupa osób, która eksperymentuje z różnymi realizacjami VJskimi, jednak dalej nie jest to dla mnie to, czego już bym gdzieś nie widział, nikt nie wychodzi poza ścieżki przetarte wcześniej przez kogoś innego.
Straszny jest również wśród rodzimych VJów stan świadomości aspektów prawnych, tego, co robia, co czasem objawia sie elementarnym brakiem poczucia żenady – ogólnodostepne, bezpłatne do wykorzystania niekomercyjnego, ale jednak mimo wszystko posiadające autora klipy wmontowane we własną demonstrację i przedstawione jako swoje - to standard. Niejednokrotnie ogladając polskie sety czułem sie niczym uczestnik programu „Jaka to melodia“, gdyż potrafiłem odgadnać, z której strony udostępniającej klipy jest ten fragment.
Imprezy VJskie mające miejsce w Polsce - pominę milczeniem, bo nie byłem na ani jednej, po której poczułbym się chociaż w połowie tak zainspirowany nowymi doświadczeniami, jak po najgorszej z przeżytych zagranicznych.

Podczas wywiadu z Panią K, padło stwierdzenie, że najlepsze oprogramowanie dla VJa, to takie, które jest napisane przez niego? Jak Ty podchodzisz do dostępnych na rynku programów VJskich? Czy oprogramowanie może być przeszkodą w rozpatrywaniu VJingu jako sztuki?


A to istnieje jakieś oprogramowanie do VJingu, którego nie napisali VJeje? Nie znam takiego i nie wydaje mi się, żeby takie powstało. Może to właśnie jest przyczyna, że software VJski jest tak mało wydajny – obecnie na rynku dalej nie ma żadnego profesjonalnie napisanego programu VJskiego, a to, co istnieje, to głównie dzieła VJów, którzy oprócz miksowania obrazków posiadają inne umiejętności. Duże obecnie pozycje pokroju arKaosa, Resolume, czy Motion Dive były rozwijane jako amatorskie produkcje, więc przede wszystkim są napisane w wysokopoziomowych jezykach programowania w stylu Javy, Delphi czy środowiska MAX/MSP, co od razu powoduje, że część dostępnej mocy komputera jest marnotrawiona za cenę wygody programisty. Tak więc ich relatywna wydajność nie jest zbyt wysoka. Natomiast programy, które zostały napisane naprawdę dobrze pod względem wydajności pokroju Visual Jockey, Mxwendler czy Circulation mają strasznie toporny interfejs, którego mało kto, poza autorem, potrafi używać.
Wydaje mi się, że software determinuje styl wizualny – bardzo często można rozpoznać po tym, co się dzieje na ekranie, kto jakiego programu używa. Osobiście nie uważam, że jest to dobre, więc skłaniam sie do eksperymentow z istniejacymi programami – pisze swoje nakładki na Resolume, eksperymentowałem także z ulepszaniem arKaosa, napisałem rownież swój prosty mixer A/V w MAXie/MSP. Obecnie jednak bardziej idę w stronę wykorzystania sprzętowego technologii mobilnych, skryptowanej technologii Flash oraz interaktywnego pobierania danych z internetu w swoich występach.
Moim zdaniem jednak, na to czy VJperformance się podoba czy nie, oprogramowanie nie ma żadnego wpływu – mimo XXI wieku nie można zapominać o ludziach, którzy występują na żywo nie używając żadnego oprogromawania tylko np. sprzętowych odtwarzaczy DVD i mixera wideo. Tudzież o ludziach, którzy nie korzystają z komputera w ogóle, tylko posiadają 8 diapoli, 5 walizek slajdów, akwarium i farby.


Jaką widzisz przyszłość dla VJingu? W jakie interakcje z innymi sztukami może wejść, a w jakich znajduje się obecnie?

Osobiście przyszłość widzę w technologiach mobilnych (telefony komórkowe), interaktywnych projekcjach, oraz nowych materiałach pozwalających na projekcję obrazu. Uważam, że kino stanie się interaktywne i pojęcie „pójścia do kina“ będzie niedługo podobne do grania w grę komputerową, jednak będzie dzielone razem przez wiele osób w tym samym czasie.

Jakie elementy budują przestrzeń występu? Jaka aranżacja przestrzeni jest najbardziej korzystna dla VJingu? Jakie relacje zachodzą w przestrzeni pomiędzy VJem, Djem, a publicznością?


Przestrzeń, w której „dzieje się“ występ jest jednym z najbardziej istotnych czynników powodzenia „występu“ VJa. Jeżeli nie potrafi on dobrze zaaranżowąć przestrzeni (inną kwestią rozważań jest fakt, że wiąże się to z mnóstwem problemów natury logistycznej), cokolwiek wspaniałego by nie pokazał, przejdzie to bez większego echa. Osobiście sądzę, że najbardziej istotną kwestią jest odpowiednie wyeksponowanie projekcji, ekranów, a nie osoby VJa. Idealną sytuacją jest, gdy obraz zostanie wyświetlony na naturalnej lini wzroku odbiorcy (np. wielki ekran za DJem), ekran będzie jedynym źródłem światła oraz VJ będzie w miejscu, w którym jest w stanie widzieć ekran, żeby kontrolować, jak jego materiał wygląda na ekranie (bo nie zawsze pokrywa się to z tym, co jest na podglądzie).

W jakich miejscach można zobaczyć VJa? Kiedy, gdzie i dlaczego jego występ może być sztuką?

Zależy czy chce się oglądać VJa czy jego pracę. Uważam osobiście, że system „gwiazdorzenia“ i świecenia pyskiem zamiast obrazami nie jest tym do czego VJe powinni dążyć. Jeżeli chodzi o pracę VJów to najczęściej obecnie (niestety) można ją spotkać w klubach, czasem w TV, czasem w galeriach, czasem w trailerach kinowych... najrzadziej niestety w przestrzeni publicznej, w której moim zdaniem powinna być najczęściej prezentowana. Kiedy, gdzie i dlaczego może to być sztuka - nie mam pojęcia.

Napisałeś, że teraz zajmujesz się VJingiem raczej hobbystycznie? Dlaczego?

Przez dość długi okres czasu żyłem w Polsce głównie z VJingu. Po pewnym okresie czasu zmieniłem diametralnie swoje podejście do tematu. Przede wszystkim zmęczył mnie tzw. „klubowy backstage“, czyli wszystkie te sytuacje, o których przeciętny uczesnik klubowicz nie wie, a o których nie warto pisać. Inną kwestią jest to, że często jeździłem dla pieniędzy na imprezy, na których klimat muzyczny, tudzież personalny, kompletnie mi nie odpowiadał. Z grubsza mówiąc - chcąc żyć z VJingu zatraca się istotę tego, o co w tym chodzi. Myślę, że warto czasem sobie zadać pytanie: po co i dla kogo to robię? Ja doszedłem do wniosku, że moje odpowiedzi, po prawie 4 latach czynnej działalności na tym polu, nie pokrywają się z tymi założonymi wcześniej, więc „dałem sobie siana“ i zająłem się zawodowo czymś innym, pozostowiając VJing w sferze hobby.

Brałeś udzial w w bitwach VJskich, a na współzałożonym przez Was forum Tripzone.org również próbujecie rozwijać tego typu działania. Czym są dla VJów takie spotkania?

Jezeli chodzi o bitwy VJskie online z tripzone.org nie brałem w nich udziału, gdyż już na wstępie zatracona została idea kooperacji. Została ona zastąpiona rywalizacją. Nie sądzę, że ktokolwiek jest w stanie ocenić czy dany kawałek animacji jest lepszy czy gorszy, bo to przecież kwestia indywidualnych gustów. Natomiast zorganizowałem parę imprez VJskich, na których miały miejsce VJbattle, ale zasadniczo różniące się od tych online. Z grubsza polaga to na synchronicznym wyświetlaniu obrazów przez dwóch VJów na ekranach obok siebie. Moim zdaniem jest to bardzo ciekawe doświadczenie, bo możliwy jest wtedy swoisty „dialog“ na obrazki pomiędzy VJami. Dzieje się to w czasie rzeczywistym, do nieprzewidywalnej muzyki i przed publicznością, co diametralnie odróżnia to od wydarzeń online z tripzone.org.
Czym są dla VJów takie spotkania? Musiałabyś spytać innych VJów. Dla mnie osobiście impreza VJska zawsze jest okazją do spotkania znajomych, wymienienia plotek i często okazją do nauczenia się czegoś nowego. Nawet jeżeli na imprezie nie ma żadnych warsztatów, bądź pionierów najnowszej techniki prosto z filmików na YouTube, to można po prostu popatrzeć na wizuale i zapamiętąć co lepsze pomysły na kompozycję motywów.

Jak działa tripzone.org? Czym jest dla VJów?

Uważam, że formuła tripzone.org jako polskiego „forum VJskiego“ dawno się już wyczerpała – od jakiegoś czasu jest to bardziej „kółko wzajemnej adoracji“, niż platforma wymiany doświadczeń. Dlatego też, mimo iż jestem jednym z współzałożycieli serwisu, nie jestem już czynnie zaangażowany w projekt tripzone.org.

18 listopada 2009

WYWIAD Z BORISEM EDELSTEINEM - z archiwum


WYWIAD Z BORISEM EDELSTEINEM – DYREKTOREM
THE MAPPING FESTIVAL, 5maja2007, Genewa

Czy możesz się przedstawić? Kim jesteś i co robisz? Jakie są twoje powiązania z tym the mapping festivalem?
Nazywam się Boris Edelstein i jestem dyrektorem tego festiwalu. Przez wiele lat byłem VJem. Wcześniej studiowałem sztukę. W pewnym momencie postanowiłem stworzyć modul8, który stał się główną przyczyną organizowania mappingu.

Czy możesz powiedzieć mi coś więcej o samym programie?
Początkowo stworzyliśmy go dla siebie, ponieważ nie mogliśmy znaleźć na rynku żadnego odpowiadającego nam programu. To było w latach 90-ych. Spotkałem Eve Shmita, stworzyliśmy do naszych występów prosty program, z prostym interfejsem i z możliwością podłączenia midi -kontrolera. Był bardzo podstawowy. W tamtych czasach coraz więcej ludzi zaczęło interesować się VJingiem, dlatego zaczęliśmy robić program, który mogliby wszyscy używać.

Jaka jest idea mappingu? Skąd pomysł? Czy było trudno zorganizować pierwszą edycję festiwalu? Czy odnieśliście sukces?

Nie tylko jesteśmy deweloperami tego programy, również jesteśmy VJami, jesteśmy grupą artystów. Wiemy co chcemy osiągnąć w tej materii i czego chcą ludzie. Jesteśmy blisko użytkowników naszego programu.

Więc to był powód stworzenia programu modul8 i organizacji mappingu: chęć bycia blisko VJów, a nawet jeszcze bliżej?
Jesteśmy bardzo zaangażowani i podekscytowani VJingiem. Chcemy promować tę nową formę. To bardzo frapujące obserwować jaki jest poziom VJingu i jak się on zmienia, co robią ludzie z różnych krajów, jak różne projekty są na scenie VJingu. Jest to również bardzo użyteczne dla rozwoju modul8.

Kiedy porównujesz pierwszą edycję festiwalu z obecną, czy widzisz jakieś różnice? Jak zmienił się sam the mapping festival przez te 3 lata? Czy VJing rozwinął się w tym czasie?
Tak, oczywiście, jest dużo różnic. Po pierwsze, myślę, że można mówić o pewnej eksplozji VJingu. Jest o wiele więcej ludzi, którzy się tym zajmują, a poziom ich prac i kreatywności - o wiele wyższy. Pierwszy mapping był oczywiście festiwalem mniejszej skali i w całości odbywał się w przestrzeni klubu. Teraz zmieniliśmy to. Mamy przestrzeń wystawienniczą. Nie mieliśmy tego w pierwszych dwóch edycjach. Gościliśmy ludzi z całego świata, ich prace były niesamowite, ale nie zawsze odpowiadało im występowanie w klubie. Teraz chcemy zbudować lepsze warunki podobne do tych w teatrze, galerii. Tak, że można zobaczyć artystów zarówno w klubie, jak i dać im przestrzeń gwarantującą lepsze warunki. To bardzo ciekawe doświadczenie.

Mamy więc teraz VJing w przestrzeni galerii. Czy myślisz, że VJing to nowa forma sztuki? Czy to sztuka?

Tak, oczywiście. Myślę, że dużo się zmieniło. Jest przestrzeń na sztukę, na VJing. To duża różnica.

Przestrzeń jest więc bardzo ważna... kiedy mówimy, że VJing jest sztuką, jest on nią tylko w przestrzeni galerii czy także klubu? ...Na przykład teraz, czy ten VJing jest sztuką?
VJing to bardzo szeroka dziedzina. Niektórzy artyści decydują się zajmować VJingiem. Jest tu dużo architektów, artystów...To ważne pytanie. Myśle, że niektórzy VJe wychodzą ze świata sztuki, inni dopiero do niego wchodzą. Są i tacy, którzy robią komercyjne prace...pewnego dnia oglądałem telewizję i zobaczyłem, że VJe występują w salonie z samochodami (śmieje się)...

Czy myślisz, że takie zabiegi są dobre dla VJingu?
To w pewien sposób ćwiczenie swoich umiejętności. VJing zmienił się, dlatego, że ludzie zaczęli o nim rozmawiać.

Więc staje się coraz popularniejszy?
Tak. To bardzo ciekawe. Na przykład we Francji VJing to praca. Można stać się profesjonalnym VJem. Ja również traktowałem VJing jako moją profesję, ale wtedy nie był on tak popularny. Dziś wielu robi to dla pieniędzy wykonując prace na zlecenie. Byłem bardzo zdziwiony, gdy zobaczyłem ten program w telewizji i VJów w salonie samochodowym. Zwłaszcza, że znałem niektórych z nich. Byli oni także uczestnikami mappingu rok temu. To bardzo dziwne zobaczyć jak miksują swoje obrazy z samochodami.

Co według ciebie jest najbardziej ‚specjalne‘ w tej edycji festiwalu?
To na pewno doświadczenie z uczestnikami. To bardzo nowa idea na mappingu – niektórzy VJe i artyści byli tu przez tydzień. Stworzyliśmy małą społeczność i łączyliśmy swoje siły. Myślę, że to dobra droga do tworzenia ruchu, kreowania nowych rzeczy. To niesamowite wymieniać się swoim doświadczeniem.

A następny mapping? Jak będzie wyglądał? Czy szykujecie coś więcej? Jakieś nowe przestrzenie dla VJingu?
Nie chcemy organizować większego festiwalu, chcemy ulepszyć poziom tego, co już osiągnęliśmy, robić projekty nawet niezaawansowane, ale z różnymi ludźmi, np. warsztaty. To jest droga, którą pójdziemy.

Cóż, pozostaje mi tylko pogratulować. Przez te 4 dni, zobaczyłam bardzo dużo świetnych prac i organizacji. Dziękuję.
Dziękuję.